Randki dla osób niepełnosprawnych. Portal randkowy


Serwis Randkowy, Niepełnosprawni: Muzeum pamiątek

10-01-2012 10:24

Serwis Randkowy, Niepełnosprawni: Po każdym zakończonym związku pozostają wspomnienia utrwalone w przedmiotach z nim związanych.

Niepotrzebny klucz, niechciany miś, telefon, który już nie zadzwoni – przedmioty przypominające o zakończonym związku mogą awansować do rangi muzealnego eksponatu. Para Chorwatów stworzyła międzynarodową galerię nadającą wartość świadectwom wygasłych uczuć.
Przez ostatnie dwa miesiące ofiarodawcy nieprzerwanie ciągnęli do drzwi kameralnego teatru na West Endzie, niosąc pamiątki po nieudanych związkach i romansach. Ich dary stanowią najnowsze uzupełnienie zasobów najbardziej intymnego muzeum, jakie można sobie wyobrazić: Muzeum Zerwanych Związków. Nagradzany od lat projekt artystyczny, wywodzący się z Chorwacji, trafił do Anglii po pięciu latach triumfalnego tournee po świecie i został otwarty 15 sierpnia.

To wystawa, która odwołuje się do doświadczeń nas wszystkich. Każdy prezentowany na niej eksponat przypomina jakiś nieszczęśliwie zakończony związek: z reguły opatrzony jest informacją o tym, skąd pochodzi, kilkoma datami i krótkim opisem, w którym ofiarodawca tłumaczy znaczenie tego przedmiotu dla swej pamięci. Część wpisów jest zwięzła i budzi tylko żal, jak nota towarzysząca zniszczonemu telefonowi przenośnemu: "Funkcjonował o 300 dni za długo. To on dał mi swój telefon, stwierdzając, że w ten sposób już nigdy nie dam rady do niego zadzwonić".

Inne opisy są dłuższe i bardziej wieloznaczne, jak choćby liczący blisko 700 słów mini-esej Serbki o radiu, które kupił jej w roku 1984 "chłopak o imieniu Darko". Wiele lat później radio to stało się ucieleśnieniem i przykładem o wiele poważniejszego zerwania, jakie nastąpiło między Belgradem a resztą świata: ofiarodawczyni słuchała za jego pośrednictwem wiadomości podczas bombardowania jej miasta przez siły NATO wiosną roku 2000.

Część eksponatów może wywołać uśmiech, jak pęk kluczy do mieszkania eks-chłopaka opatrzony notą: "Nie mają już dla mnie żadnego znaczenia emocjonalnego, ponieważ mój eks okazał się być wyrachowaną świnią". Inne przejmują do głębi, jak szkło powiększające z Manili, wręczone ofiarodawcy przez kobietę, która "wciąż powtarzała, że czuje się »taka malutka«, ilekroć znalazła się w pobliżu mnie".

Umieszczona na placu Seven Dials na londyńskim West Endzie ekspozycja będzie dostępna przez trzy tygodnie: większość materiałów prezentowania jest w Tristian Bates Theatre, zamienionym w galerię sklepie przy Earlham Street i w kilku witrynach działających po sąsiedzku butików. Wśród eksponatów znalazło się ponad sto nowych, pochodzących z Anglii, wśród nich markowy alkomat, wydruki tomograficznego badania mózgu oraz XIX-wieczny fortepian, ślad, jak napisano, "krótkotrwałego, burzliwego związku, któremu nadawało rytm okazjonalne życie na szerokiej stopie w pięciogwiazdkowych hotelach".

Na pomysł stworzenia muzeum wpadli osiem lat temu – w trakcie rozstania – Olinka Vištica, producentka "eventów" i artysta-plastyk Dražen Grubišić. Byli razem przez cztery lata i rozstali się w przyjazny sposób – "Jeśli w ogóle możliwe jest przyjazne rozstanie", jak zauważyła podczas ceremonii otwarcia wystawy Olinka.

Oboje uznali, że nie zamierzają postępować zgodnie z konwencją, która każe traktować nieudany związek "niczym chorobę", po której konieczna jest rekonwalescencja. W zamian uznali – z początku w żartach – że powinni właściwie stworzyć kolekcję muzealną z drobiazgów i symboli, w jakie obrosły ich wspólnie spędzone lata.

Trzy lata później biennale sztuki w Zagrzebiu stało się dla nich okazją do wprowadzenia tej myśli w życie. Ekspozycja, złożona z 40 przedmiotów, w większości wyproszonych od wspólnych przyjaciół i umieszczona w typowym kontenerze transportowym okazała się hitem biennale. Pomysłem zainteresował się korespondent jednej ze światowych agencji informacyjnych i od tego czasu muzeum zaczęło żyć własnym życiem. Jak twierdzi Olinka Vištica, od tego czasu nie było dnia, by nie otrzymała bodaj jednego e-maila z pytaniem o wystawę.

Jak twierdzi Dražen Grubišić, wydaje się, że pomysł spotkał się z tak dużym odzewem, ponieważ daje możliwość przeżycia katharsis, zaś osoby zranione emocjonalnie "zyskują możliwość przetworzenia swych bolesnych doświadczeń, stworzenia nowej jakości".

Opowieści o rozczarowaniu, zdradzie, rozwodzie, nawet śmierci są uniwersalne, różnorodność świata znajduje jednak swój wyraz również w doborze eksponatów. Na Filipinach co piąta z oferowanych pamiątek odnosiła się do związku zakończonego wskutek emigracji jednego z partnerów w poszukiwaniu pracy. W Singapurze nierzadko oferowano do muzeum gadżety elektroniczne. Pamiątki znoszone do muzeum w Wielkiej Brytanii ukazują fenomen społeczeństwa prawdziwie wielokulturowego, w którym nawet intymne drobiazgi pochodzą z całego świata.

W muzeum zgromadzono ponad 800 przedmiotów, z których większość pozostaje w "bazie" w Chorwacji. Wśród nich pierwszy przedmiot, jaki trafił do kolekcji: nakręcany zajączek-maskotka, w przeszłości – symbol związku obojga pomysłodawców i kuratorów wystawy. Ilekroć któreś z nich udawało się w podróż, miało zabierać ze sobą zajączka, przypominającego w rozłące o domu. Każdorazowo przedmiot miał by przy tej okazji fotografowany. – Tak naprawdę zdążył odwiedzić tylko kilka miejsc, a potem się rozstaliśmy – wyjaśnia Olinka Vištica. – Jeżdżąc z wystawą odwiedził więcej miejsc niż z którymkolwiek z nas.

A oto niektóre wpisy towarzyszące eksponatom:

Pianino, firma William Stodart & Son, ok. 1830. Czerwiec-sierpień 2005, Westcliff on sea, Wielka Brytania: "Był to burzliwy i krótkotrwały związek, któremu nadawało rytm okazjonalne życie na szerokiej stopie w pięciogwiazdkowych hotelach. Już pod sami koniec został wzbogacony o pianino. Przez ostatnich kilka lat czerpałem wiele przyjemności z tego instrumentu".

Białe lakierki. Bloomington, Indiana: "Starała się narzucić mi swoje gusta. Nienawidzę białych lakierek. Cała ta kultura blichtru jest czymś, co zawsze będzie mi obce. Bardzo się cieszę, że nie muszę już zakładać tych butów, żeby sprawić jej przyjemność".

Aerozol do nosa. Rok 2009, Istambuł, Turcja: "Kupił sobie ten aerozol, żeby nie chrapać. Nie mogłam zasnąć przez to jego chrapanie. Teraz nie mogę zasnąć, bo serce pęka mi z żalu".

Miś-maskotka, z napisem "I love you". 2002, Zagrzeb, Chorwacja" "<<Kocham Cię>> – co za łgarstwo! Kłamstwa, wszystko to obrzydliwe kłamstwa! Tak, tak to właśnie wygląda, kiedy jest się młodą, naiwną i zakochaną dziewczyną – i kiedy nie zdajesz sobie sprawy, że twój chłopak zaczął z tobą chodzić tylko dlatego, że chciał cię zaciągnąć do łóżka! Dostałam tego misia na Walentynki. Stał u mnie długo na komodzie, zawinięty w torebce – zostawiłam go, bo to nie on mnie skrzywdził, tylko ten dureń, który mi go dał i czmychnął z mojego życia".

Rower. 2001-2007, Londyn, Wielka Brytania: "Przez wiele lat marzyłam o rowerze i kiedy zaczęłam się spotykać z Jerrym, świetnym rowerzystą, to marzenie nabrało rumieńców. Kiedy już od roku byliśmy małżeństwem, Jerry, zmęczony moim dopytywaniem o to, jaki typ roweru byłby dla mnie najbardziej odpowiedni, stwierdził któregoś dnia: <<Po prostu chodźmy jutro do sklepu rowerowego i wybierzmy coś>>. Poszliśmy tam z samego rana i mąż kupił mi rower jako prezent urodzinowy <<z wyprzedzeniem>>."
Tego dnia, kiedy dowiedziałam się, że mąż ma romans, wsiadłam na rower i jeździłam chyba przez godzinę, wypłakując sobie oczy. W miarę, jak nasz związek się rozpadał, jeździłam na coraz dłuższe wyprawy – to była szansa, żeby uciec od nieszczęścia, jakie mnie dotknęło i mieć trochę czasu tylko dla siebie. Ilekroć zdarzyło nam się jeszcze popedałować gdzieś razem, czułam się fatalnie, a jednocześnie nie potrafiłam ukryć urazy do Jerry’ego. Wreszcie, kiedy przyszły najbardziej dramatyczne momenty separacji i ostatecznego rozstania, rower, który dostałam od męża stał się dla mnie prawdziwym ocaleniem i symbolem mojej wolności. Niemal się z nim nie rozstawałam – i dlatego nadal na nim jeżdżę".

(M. Mikołajska)

Źródło: www.zdrowie.onet.pl

tem_f.gif

post_f.gif  

tem_f.gif

post_f.gif